Fryderyk Chopin w Sulechowie

Frederick Chopin in Sulechów - english

Tak się szczęśliwie złożyło, że żyjący duchem XIX wieku Sulechów, jako jedyne miasto środkowego Nadodrza miał zaszczyt gościć w swych sędziwych murach 28 września 1828 roku 18 - letniego wówczas Fryderyka Chopina. Ów dzień przeszedł do legendy, a historyczny epizod legł u podstaw kulturalnych tradycji miasta po jego powrocie do Macierzy.

Dziś miło pomyśleć, że uliczkami średniowiecznego grodu przechadzał się światowej klasy polski kompozytor i w jego murach przez chwilę spontanicznie mazurki swe grał. A do muzycznego epizodu doszło przez przypadek.

Przyjaciel rodziny Chopinów, wybitny polski zoolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Feliks Paweł Jarecki, udając się latem 1828 roku na międzynarodowy kongres przyrodników do Berlina, zabrał ze sobą do towarzystwa w daleką podróż młodego Fryderyka, aby utalentowanemu muzykowi pokazać wielki świat. A przez to wyprawa uczonego zyskała na blasku.
Wyjazd młodego kompozytora miał być w zamyśle jego ojca Mikołaja pierwszym zetknięciem się syna z wysokiej klasy muzyką europejską i życiem wielkiej zachodniej metropolii. Okazało się, że daleka podróż stracona nie była, przynosząc młodzieńcowi wiele duchowych korzyści i dostarczając niezapomnianych wrażeń. Wielodniowy pobyt w stolicy Rzeszy pozwolił na wielokrotne przebywanie w Akademii Śpiewaczej, gdzie Chopin oglądał wykonanie oper Spontiniego, Cimarosy, Webera i Oratorium św. Cecylii Haendla. Spektakle odpowiadały temperamentowi młodego pianisty, wywołując na nim wielkie artystyczne wrażenie. Przebywając w salach koncertowych widział przynajmniej z pewnej odległości Beliniego i Mendelssona. A wędrując po mieście zwiedził fabrykę fortepianów.


Panorama Sulechowa z początku XIX wieku

Wracał z profesorem starym szlakiem przez Frankfurt, Cybinkę, Krosno, Sulechów, Kargowę, Poznań, do Warszawy. Zmiany koni dyliżansowych dokonywano co 40 km. Kiedy podróżni przybyli do Sulechowa, oznajmiono im, że na wymianę zaprzęgu będą musieli kilka godzin poczekać. Poczta, jak mówi tradycja, lokalizowana była przy ulicy Okrężnej 17/19, tj. naprzeciw obecnej starej plebani.
Tam też znajdowała się, mogąca pomieścić 20 koni, stajnia. Obiekt był konstrukcji szachulcowej, z mansardowym dachem. Jeszcze istniał przez pewien czas po II wojnie światowej, podlegając konserwatorskiej ochronie. A jednak z panoramy miasta znikł.IzabelaO pobycie Chopina w Sulechowie wiemy stosunkowo wiele, głównie dzięki narracji siostry kompozytora - Izabeli Barcińskiej. Z jej opowiadań starano się później zrekonstruować pobyt brata w nadodrzańskim miasteczku, nadając mu przebieg w miarę wiarygodny. O pobycie pisała też wielokrotnie lokalna i regionalna prasa niemiecka, zwłaszcza w okresie międzywojennym. Np. ukazująca się w Zielonej Górze gazeta "Aus der Heimat" w 1923 roku m. in. informowała, że Chopin grał w Sulechowie fantazje na tematy polskich pieśni ludowych. Biografowie kompozytora mówią nawet, że być może właśnie w Sulechowie po raz pierwszy poczuł Chopin wyraźne objawienie cudowną potęgą swej muzyki; bo kiedy wrócił do Warszawy, opanowała go twórcza gorączka, w wyniku której mazurki i polonezy komponował, jak nigdy dotąd. I wkrótce, pragnąc usłyszeć opinię profesjonalistów o prezentowanym przez siebie poziomie artystycznym, pojechał koncertować do Wiednia.
Powojenna rekonstrukcja pobytu Chopina w Sulechowie powstała w latach 50-tych. Jej opracowaniem zajmowało się wielu ludzi, zwłaszcza dziennikarze i nauczyciele. W rezultacie powstały dwa regionalne reportaże: jeden napisany przez redaktora ,,Gazety Zielonogórskiej" - Tadeusza Zimeckiego; drugi, zamieszczony w miesięczniku ,,Nadodrze" w lipcu 1958 roku - autorstwa Henryka Przybylskiego i Janusza Koniusza. W kontekście tychże i innych opracowań pobyt kompozytora w mieście mógł mieć przebieg, jak następuje:
Podróżni słysząc o konieczności dłuższego postoju, mieli odbyć krótką przechadzkę po starówce, wracając na spoczynek. Poczmistrz wiedząc już, że przyjmuje gości niezwykłych, zaopiekował się nimi szczególnie. Oto miał zaprosić do prywatnego domu przy ulicy Sukienniczej 13 (Handlowej), gdzie po obiedzie wprowadził do pokoiku z fortepianem, na którego widok młody pianista wyraźnie rozweselał. I usiadłszy na zydelku, zaczął spontanicznie grać, zapominając o wszystkim. A grał coraz odważniej, jak zahipnotyzowany, wprowadzając domowników i przypadkowych przechodniów w niebywały podziw. Wszyscy zatrzymywali się w pełnym zachwytu milczeniu, bowiem tak melodyjnie brzmiące tony dane im było w życiu słyszeć pierwszy raz. Ciekawskich przybywało, uliczny tłum gęstniał, a Chopin nadal namiętnie grał, wywołując powszechny zachwyt. Przestał po dłuższym czasie, kiedy z dworu dotarła wieść, że dyliżans jest gotowy do dalszej drogi. Wtedy podszedł do niego z tłumu jeden z zafascynowanych słuchaczy i po polsku miał powiedzieć: ,, Młody przyjacielu! jestem starym wykształconym muzykiem, dlatego bez trudu ocenić mogę twój geniusz. Życzę ci, aby usłyszał cię jakiś mistrz tonu. On potwierdzi mój sąd i powtórzy moje brawo". Młody muzyk miłą wypowiedzią profesjonalisty był wzruszony. Słowa te usłyszał, jak się okazało, od kantora Kählera, nauczyciela muzyki w Pedagogium, który później stał się znanym wydawcą i komentatorem dzieł Fryderyka Chopina.
Natomiast w innym artykule prasy regionalnej napisano, że sulechowski kantor miał rzec do Chopina:,, Gdyby to usłyszał Mozart, podałby ci rękę ".tablica
Zauroczeni niezwykłą muzyką sulechowianie odjazd osobliwego gościa nieco późnili. Ten bowiem, ulegając prośbie urokliwych córek poczmistrza, koncertował dalej, wprowadzając zafascynowany tłum w stan zbiorowej ekstazy. uszczęśliwiony niecodziennym wydarzeniem gospodarz zapewniał, że zacni goście nadrobią stracony czas, gdyż do ich dyliżansu zaprzęgnięte zostaną najprzedniejsze kurierskie konie. Tradycja mówi, że Chopin grał 2-3 godziny, dając zaimprowizowany koncert, jakiego Sulechów w swych dziejach nie przeżył. Niezapomniana uczta duchowa tkwiła w pamięci mieszczan przez lata.

W przedpokoju sali posiedzeń sulechowskiego ratusza aż do 1945 roku były dwie gabloty z opisami pobytu w mieście Chopina i Schillera. A na domu poczmistrza znajdowała się pamiątkowa tablica o wymiarach 70 x 40 cm, która po II wojnie światowej, w ramach zacierania niemieckich śladów, szybko z fasady znikła. Wtedy amokowi destrukcji wszystkiego co niemieckie, nie zdołało się oprzeć nic. Później uległ rozbiórce również historyczny dom. Gdyby istniał do dziś, Sulechów szczyciłby się znakomitą narodową pamiątką i każdy turysta odwiedzający miasto delektowałby się geniuszem tego miejsca. A na promocji gród zyskałby dużo. Niestety Miasto żyje jedynie wątłym kultem wielkiego pianisty, i płowiejącą legendą.

Fragment książki pana Leona Okowińskiego "Siedem wieków Sulechowa" uzupełniony ilustracjami przez redakcję Sulechowskich Stron.

Sulechowianie składają kwiaty na grobie Fryderyka ChopinaOd redakcji Sulechowskich Stron:

W Sulechowie funkcjonują instytucje z imieniem Fryderyka Chopina w nazwie. Są nimi: Sulechowskie Towarzystwo Kultury im. Fryderyka Chopina, Sulechowski Ośrodek Kultury i Sportu im. Fryderyka Chopina.

W 1998 roku nauczyciele i młodzież byłego Zespołu Szkól Administracyjnych im. Fryderyka Chopina w Sulechowie złożyli wiązanki kwiatów na grobie patrona na cmentarzu Pere-Lachaise w Paryżu.

Strony WWW o Fryderyku Chopinie:
http://www.chopin.pl/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fryderyk_Chopin
http://culture.pl/pl/tworca/fryderyk-chopin
http://www.chopin.pl/biografia_chopina.pl.html
http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Chopin-Fryderyk-Franciszek;3885797.html

Frederick Chopin in Sulechów

"Having arrived at the little town of Cyllichów [Sulechów], they were told at the post-stage they would have to wait an hour or so, for there were no horses. So Professor Jarocki proposed to his companion that they should take a walk to see the town. On returning and seeing that, the diligence was not yet ready, they went into the house, which served as a post-office and eating-house combined.

panorama Sulechowa
Sulechów - Engraving by Schulina from the first half of the XIXth

Frederick at once noticed a piano in the second room, a sort of parlour, he drew near to it, opened it, tried it, 'Oh, in tune!' he exclaimed and with a certain satisfaction he sat down and started to play. Before long, at the sound of the instrument touched by a skilled hand, one of the travelers came in, stood behind the player, and listened.

Chopin, seeing this in a looking-glass, said in Polish to Professor Jarocki. "Now, Iet us see if this is an artist or only an amateur', and began to extemporize. The German stood as if turned into stone, his whole soul absorbed in the tones of the strangely beautiful charm of this music, only his eyes automatically followed every movement of the player, hę forgot his pipe, forgot God's world. Soon afterwards, two other travelers come into the parlour. In a little while, the door on the left also opened, and the postmaster came in, stood stupefied, and listened, a little later the door on the right opened, the postmaster's wife and her two grown-up daughters, spellbound, stood in the middle of the room, not knowing what this concert meant, or where this virtuoso who played so beautifully came from.
Meanwhile, when Frederick was extemporizing at his best, when the listeners were intoxicated with the enchanting delight of the master's music, the postillion came in and in spite of the threatening fist-shakings of the postmaster himself, who wanted him to keep silent and not interrupt the player, he shouted at the top of his voice: The diligence is ready for the road, sirs!' General commotion: Chopin got up from the piano, but everyone begged him to go on playing until he had finished the piece and not to leave the instrument. He excused himself, saying that the horses were waiting, that they would be late on the road and that perhaps some of his traveling companions would be angry at the delay. But they assured him most solemnly that, on the contrary, not only would no one think of being angry, but of course everyone thought himself most fortunate in hearing such an artist.

The postmaster, apparently a great music-lover, began to embrace Frederick and kiss him, begging him to play, and not to fear any delay, for he would order the post-horses to be harnessed to the carriage. The urgent requests of the uglier half of human kind, when joined by those of the fair sex in the persons of the postmaster's wife and his plump daughters, formed a chorus which it was hard to resist further. And again our pianist sat at the instrument and played various things. One of the girls ran out on a sign from her mother; she soon returned bearing a tray with wine, cakes and sweetmeats, which were served in the intervals of the music. Frederick excused himself, but in vain, he was forced to drink and to eat sweet dainties.

The Germans, in sparkling mood, clinking glasses with Professor Jarocki, drank the health of the young virtuoso, asking where he came from and what his name was. Then again music, and so it went on for some hours. At last, when Frederick had quite ceased playing, the gentleman who had first entered the room at the sound of the piano approached him, and solemnly and weightily said: "Young man, I myself am an old and experienced teacher of music, but I would give ten years of my life to be able to play like you !' The postmaster, however, moved to the highest degree, called out: "Now I shall die peacefully and happily, for I have heard Chopin, the Polish virtuoso !'

When, after much embracing and declarations of gratitude and pleasure, they were to get into the diligence, into the pockets of which the postmaster's wife and her daughters had not neglected to pack cakes and sweets, the landlord of the inn lifted up the slender and delicate Frederick on his enormous shoulders, and carried him in triumph to the carriage, wishing him a safe journey and every prosperity in the world."


Maurycy Karasowski, Fryderyk Chopin, Życie - listy - dzieła [Frederick Chopin. Life, Letters, and Works]. Warsaw, 1882, vol. I.
Maurycy Karasowski probably based the above account on a still unknown letter of Chopin's. In any case he made use of living tradition, hearing the narrations of Izabela Barcińska (nee Chopin) and the more distant relatives of Frederick Chopin.

___________________________

Z internetu:

  • Przygoda w Sulechowie. [Pobyt Chopina w r. 1828] (Artykuł)
    Author: Wiliński Stanisław Wit
    Published in: Odra nr 13
    Year of publication: 1949
    Physical description: s. 5 : il.
    http://en.chopin.nifc.pl/chopin/bibliography/detail/cat/1/id/52
  • Tytuł Schrifttum über Ostbrandenburg, 1945-1980, Tom 1 Schrifttum über Ostbrandenburg, 1945-1980, Herbert Rister
    Autor Herbert Rister
    Wydawca J.G. Herder-
    Institut, 1985
    W formie oryginalnej Uniwersytet Michigan
    W formie cyfrowej 29 Mar 2007
    ISBN 3879691924,
    9783879691920
    Liczba stron 507
    tekst
  • Tytuł Fryderyk Chopin i jego muzyka
    Autor Barbara Smoleńska-Zielińska
    Wydanie ilustrowane
    Wydawca Wydawn. Szkolne i Pedagogiczne, 1995
    Liczba stron 275
    Chopin w Sulechowie
  • Tytuł Chopin, das Klavier und andere Geliebte
    Autor Christoph Rueger
    Wydawca Parthas, 1999
    ISBN 3932529642, 783932529641
    Liczba stron 272
    tekst
    tekst
  • Friedrich Chopin in Züllichau (Artykuł)
    Opublikowano w: Aus der Heimat nr 23
    Rok wydania:1923
  • ...On the way home they stopped at a place called
    Zullichau, and Chopin improvised on Polish
    airs so charmingly that the stage was delayed, ”all hands turning in” to listen...
    http://www.pdfbooks.co.za/library/JAMES_HUNEKER/JAMES_HUNEKER-CHOPIN_mobile.pdf
  • "... w drodze powrotnej z Berlina dyliżans pocztowy zatrzymał się w małej miejscowości Zulich (obecmy Sulechów). W gospodzie chłopiec zaraz siadł do fortepianu. Gości było pełno, cisza zaległa. Właściciel gospody założył ręce na grubym brzuchu i patrzył na Frycka jak urzeczony, a cały personelkuchenny stłoczył się w progu zapominając o zastawionych na goracej blasze rondlach i patelniach. Jeden tylko Jarocki był bardzo zły, bo jeść się chciało okrutnie. Psykał więc co chwila chcąc zwrócić na siebie uwagęi domagał się sznycla po wiedeńsku. Bez skutku. Nikt się nie ruszył, dopóki Frycek nie wziął ostatniego akordu. ..."
    Śladami Chopina w Züllichau (Sulechowie) Maria Horodyska (PZWS Biblioteka Historyczna - Warszawa str 24 do 32)
  • O improwizowanym koncercie Fryderyka Chopina w Sulechowie opowiadali mi także byli uczniowie niemieckiego Pedagogium na ich ostatnim i jedynym po 1945 zjeździe Towarzystwa Byłych Nauczycieli i Uczniów Pedagogiom w roku 1996, zorganizowanym przez Towarzystwo w Zespole Szkół Administracyjnych w Sulechowie. Historia "koncertu" Fr. Chopina została opisana w kronice sulechowskiego Pedagogium w XIX w. we wspomnieniach przez kantora Kählera, nauczyciela muzyki w Pedagogium, który osobiście słuchał i zachwycał się grą młodego pianisty. (dop J.Grzesik)
  • Zdjęcie-Dagerotyp (obraz otrzymany na metalowej płytce bez możliwości jego powielenia) został wykonany około roku 1847, a więc na dwa lata przed śmiercią muzyka, w pracowni paryskiej Louis-Auguste Bisson.
    zródło http://facet.wp.pl/odnaleziono-nieznana-fotografie-fryderyka-chopina-6081442408891521a
    Fryderyk Chopin
  • Zdjęcie Fryderyka Chopina z roku 1849.
    zródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/Fr%C3%A9d%C3%A9ric_Chopin?uselang=pl

Komentarze
© 2006- 2017 Sulechowskie Strony created by Sulech 22279271 (22)